Ambient intimacy + odrobienie lekcji
Pracuje nad opowiedzeniem socjologii o ambient intimacy i to dobra okazja, zeby odrobic zdanie domowe z tego pojecia.
Wpadla na nie Leisa Reichelt, uzywajac go pierwszy raz we wpisie do swojego bloga, Disambiguity z 1 marca 2007.
Ja przeczytalem o nim sledzac 9 edycje konferencji Reboot, skrot wystapienia jest tutaj.
Zanim zdefiniujemy to pojecie, warto znac pokrewne koncepcje, jak przypominajaca do zludzenia intuicje Goffmana obecnosc spoleczna (dla mnie nierozerwalnie zwiazana z bardziej ‘technologicznym’ pojeciem teleobecnosci) czy hiperlacznosc Barrego Wellmana i Anabel Quan-Haase, ktorej spoleczna konsekwencja jest - moim zdaniem - to, co Kenneth Gergen nazywa nasyceniem spolecznym, a Linda Stone ciagla czesciowa uwaga.
Nieodparcie powraca zagadnienie indirection, komunikacji posredniej, ktora na stronie 140 swojej ostatniej ksiazki (ohydna ta strona PIWu) przypomina Wojeciech Burszta czy social performance Jeffrey’a Alexandra. Jesli myslimy o ambient intimacy jako o sposobie (wspol)bycia ludzi ze soba, to najlepszy opis przemian w tej domenie ostatnio czytalem u Richarda Floridy polemizujacego z Robertem Putnamem, kiedy pisal o slabych wieziach.
Jak zwraca uwage sama autorka pojecia, juz wczesniej opisywano to zjawisko pod nazwa dystrybuowania wspolobecnosci przy uzyciu akurat telefonow komorkowych, warto doczytac i pamietac, zeby nie zawezac ambient intimacy tylko do internetu, bo w technologiczne zaplecze w postaci telefonow i aparatow jest znaczne.
Przy okazji czytania o ambient intimacy, powtarza sie przywolywanie funkcji fatycznej jezyka, o ktorej mial pisac sam Malinowski.
Konsekwencja korzystania z technologii ambient intimacy jest cos, co Leisa nazywa ambient exposure, wystawienie siebie, co momentalnie kojarzy nam sie z cala praca Goffmana o tozsamosci. Chyba Bokszanski podkreslal to, ze autor Pietna budowal (mniej lub bardziej intencjonalnie) model tozsamosci ‘zagrozonej’, wlasnie ‘wstawionej’, ‘wrazliwej’, swiadomej presji audytorium. Ten trop prowadzi nas to zarzadzania publicznoscia i calego zbioru zagadnien zwiazanych z prezentowaniem siebie w publicznymna wskros internecie. Ostatnio na seminarium w zakladzie najpierw wysmiano moj termin ‘publiczne dokumenty osobiste’, zeby na koncu dojsc do wniosku, ze to jedna z kluczowych wlasciwosci jakiegokolwiek zycia spolecznego w internecie - wszystko jest dosc osobiste i zawsze publiczne naraz.
Zaczalem juz za duzo komentowac. Poczytajcie, jeszcze dorzucam artykul w International Herald Tribune.